~Kolęda OnLine~

Po co komu kolędy
czyli
luźne dywagacje przy wigilijnym stole

Nie będę się rozpisywała o wyższości Świat Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkanocnymi, bo myślę, że nie ma potrzeby, przecież wszyscy z tej wyższości doskonale zdajemy sobie sprawę.

Boże Narodzenie trwa dłużej, jest w tym czasie niezła wyżerka, tylko ta powszechna uprzejmość i życzliwość, aż robi się niedobrze...

A co towarzyszy nam przez cały czas, przez wszystkie te dni, kiedy to upajamy się wzajemną życzliwością i napełniamy żarłoczne brzuszki ? Tak, kolędy !

Kolędy towarzyszyły już naszym pra-pra, kiedy to w średniowieczu zasiadali przy suto zastawionych ławach. Podejrzewam, że wtedy u "wyższych stanem" można było wysłuchać przy jedzeniu kolęd "live". No i oczywiście "unplugged".

Innym pozostawało najpierw się najeść, a potem śpiewać samemu. Ale nie o tym chciałam. Zastanawia mnie na czym polega fenomen kolęd, bo powracając do Wielkanocy, ile pieśni z tego okresu pamiętacie? Ja osobiście, tak z biegu - żadnej. A kolędy ? Któż nie zna "Lulajże Jezuniu", "Dzisiaj w Betlejem", czy - mojej ulubionej, "Bóg się rodzi", nawet jeśli nie potrafi niektórych dośpiewać do końca. Nie wiem jak w Waszych domach, ale u mnie nie było siana pod obrusem, dwunastu potraw, ale zawsze były kolędy. Dzięki Bogu rodzina nasza (szczególnie moja Mama) obdarzona została i słuchem i niezłym głosem, więc nie byliśmy skazani na odtwarzanie "z taśmy" Krzysztofa Krawczyka, ale kolędowaliśmy sami. Różnie co prawda z tym bywało. Jak byłam mała, chętnie się prezentowałam, potem był okres, kiedy biedna Mama musiała śpiewać sama, słysząc czasem od zbuntowanych nastolatków "daruj sobie Matka", teraz coraz chętniej jej pomagamy. Nie zawsze nadmiernie fatygując własne gardło, czasem śpiewają z nami Pozańskie albo Polskie Słowiki, czy też inne zacne głosy. Ach, te dobrodziejstwa magnetofonowo-taśmowe.

Człowiek sobie spokojnie siedzi, prezenty odpakowuje, a w tle - kolęda i wcale to nie musi być wspomniany wcześniej Krzysztof K. Wiadomym jest przecież, iż prawie wszyscy więksi pieśniarze mają w swym dorobku albo własne, albo wspólne kolędowe płyty (piszemy o tym w części muzycznej - zobacz). Są kolędy śpiewane a capella, rockowo, a nawet, tak słyszałam, punkowo. Nie wiem co prawda czy Franciszek Karpiński (autor "Bóg się rodzi") nie przewraca się w grobie, ale w taki sposób każdy ma to, co lubi. Co jest takiego w pieśniach, bądź co bądź, religijnych, że bez nich nie wyobrażamy sobie Świąt? Może to urok tradycji, którą, choć w szczątkowej formie, chcemy pielęgnować. Przypominamy sobie chwile z przeszłości, jak to dostaliśmy pierwszą lalkę czy samochodzik, albo jak ojciec wylał na dywan zupę grzybową. Aż łza się w oku kręci ...

Bo co by nie mówić, człowiek lubi rzeczy znane, które kojarzą mu się z przyjemnością, ciepłem, radością, śmiechem. W polskich kolędach ludowych dostrzec możemy coś dziwnego, swego rodzaju poufałość w stosunku do Świętych: Jezus jest maluśki jako rękawicka, piękniuchny jak Aniołeczek, jego Matka nazywana jest Matulką albo Matusieńką. To przecież tak, jak byśmy śpiewali o kimś z nas, kimś bliskim, wzruszamy się nad losem biednej Dzieciny, której przyszło rodzić się w mizernej, cichej stajence lichej.

W naszych kolędach słychać zatroskanie i współczucie , które jest przecież nieobce "słowiańskiej duszy". Wszystko co jest "sierceszczypatielnyje" wzrusza nawet tych, którym trudno się do tego przyznać.

Kochani, wzruszajmy się więc co sił w płucach, zwłaszcza, że jak mówi stara maksyma: "Gdzie słyszysz śpiew - tam idź, tam dobre serca mają".

Kończę, bo Elvis właśnie śpiewa "White Christmas", a chcę pośpiewać z nim, tak więc "Marry Christmas and a Happy New Year", życzę Wam, aby najlepsze chwile tego roku były najgorszymi w przyszłym.

Dorota

Każdego roku przed świętami Bożego Narodzenia na rynku muzycznym pojawia się ogromna liczba gwiazdkowych płyt. Nagle okazuje się, że prawie wszyscy znani muzycy od dawna marzyli by nagrać album z własnymi interpretacjami bożonarodzeniowych utworów. A ponieważ święta to czas spełniania marzeń, dlatego też do rąk słuchaczy trafiają coraz nowsze płyty z kolędami. W zeszłym roku na łamach naszego pisma staraliśmy się przedstawić najciekawsze świąteczne propozycje muzyczne.

White Christmas

Ocena powyższego albumu pozostaje niezwykle trudną. Wynika to z faktu, iż nie został on nagrany na jednej sesji z określoną grupą artystów, a stanowi pewnego rodzaju kompilację muzyczną. Jak wszystkie płyty takiego rodzaju obarczony jest podstawową wadą. Bez wątpienia dotyka nas przypadkowość zebranych tu utworów. Jedynym elementem je łączącym pozostaje ich świąteczny charakter. Nie oznacza to jednak, iż płytę należy zaliczyć do grona nieudanych. Wręcz przeciwnie, to jeden z najlepszych albumów z kolędami (i nie tylko) jaki kiedykolwiek słuchałem. Mój entuzjazm wynika z geniuszu poszczególnych artystów.

Bing Crosby, Frank Sinatra, Elvis Presley, Nat "King" Cole, Doris Day to tylko niektórzy wokaliści, zabierający nas na wielką muzyczną ucztę.. Powyższe nazwiska gwarantują zabawę na najwyższym poziomie. A zaczyna się ona niezapomnianym White Christmas Irvinga Berlina w wykonaniu Binga Corsby'ego. Następnie słuchacz prowadzony jest na krótką przygodę z rock and rollem, bowiem spotyka Elvisa z świetnie zaaranżowanym Here Comes Santa Claus. Każda kolejna piosenka prowadzi nas do stanu "nadludzkiego" podziwu. Wyróżnić tu należy Jingle Bells Sinatry, O Tannenbaum Nat King Cole'a, czy Let it Snow! Sinatry. Ten album to genialny zbiór tego, co na płytach świątecznych najlepsze.

Ocena: lektura obowiązkowa!

Cyryl

Placido Domingo - Diana Ross - Jose Carreras

'Christmas in Vienna'

Omawiana płyta zawiera materiał ze słynnego koncertu, który odbył się dwudziestego trzeciego grudnia 1992 roku w ratuszu wiedeńskim. Wydarzenie to na stałe zapisało się we współczesnej historii. Okazało się wówczas, że może dojść do wspaniałej symbiozy odmiennych gatunków muzyki. Być może genialny efekt został uzyskany tylko za sprawą wybitnych artystów, bowiem znalazła się tutaj wielka Diana Ross wraz z dwoma tenorami.

Christmas in Vienna rozpoczyna się instrumentalnym Jingle Bells, jednak utwór ten stanowi dopiero przedsmak wielkiej uczty. W kolejnych trzech kompozycjach dokonuje się przedstawienie głównych postaci, bowiem każdy z artystów śpiewa solo przy akompaniamencie orkiestry. Do pierwszego zbliżenia dochodzi dopiero przy Carol of the Durm. Muszę przyznać, iż Diana z Carrerasem doskonale się uzupełniają. Dysonans, między tymi szalenie odległymi na skali głosami, z pewnością każdego słuchacza doprowadzi do ekstazy. W tle wspomnianego duetu nie mógł pozostać Domingo. Dlatego też w kolejnym utworze The Gift of Love pokazał na co naprawdę go stać. Jego potężny, ale mimo tego niezwykle przejmujący głos potęguje uczucie bezgranicznego uwielbienia dla świątecznej płyty. Kolejna kompozycja to White Christmas Irvinga Berlina, które zasłynęło za sprawą Binga Crosby'ego. "Gwiazdkowa piosenka" doczekała się wspaniałego aparatu wykonawczego w postaci duetu Diana i Placido. Warto ponadto dodać, że równie interesująca pozostaje aranżacja utworu, która zrywa z dotychczasowymi kanonami.

Pragnę uspokoić wszystkich melomanów i dodać, że na omawianym albumie znajdziemy także wspaniałe "klasyczne" utwory. Do grona tego zaliczyć można z pewnością szubertowską Ave Maria w wykonaniu Jose Carrerasa oraz Ave Maria Mascagni'ego w wykonaniu Placido Domingo. Ich wewnętrzna rywalizacja przybiera najwspanialszy obrót w Adeste fideles, zaśpiewanym w duecie, tym razem bez Diany Ross. Nagranie to stanowi jeden z najwspanialszych przykładów współpracy wielkich tenorów. Jego kontynuacją jest zapewne utwór zawierający najbardziej znane frazy z pieśni bożonarodzeniowych. Wspaniały zestaw, wykonywany przez całą trójkę zawiera między innymi: O Tannenbaum, Jingle Bells, O Little Town of Bethelem, czy też Joy To The World. Słowa te piszę, zasłuchany w takty przepięknej kolędy Stille Nacht, kończącej płytę.

Na zakończenie pragnę dodać, iż powyższy album zawiera materiał nie przerabiany w studio. Zostały na nim zachowane oryginalne brawa co podnosi historyczną wartość płyty. Dotychczas pod jej urokiem znalazło się już ponad milion osób (liczba sprzedanych krążków), dlaczego więc ty nie możesz być następnym?

Ocena: Christmas in Vienna to lektura obowiązkowa!!!

Cyryl

Dionne Warwick - Placido Domingo

Christmas in Vienna II

Nie ulega wątpliwości, że kontynuacje wszelkiego rodzaju projektów pozostają zdecydowanie gorsze od oryginałów. Zazwyczaj są to przedsięwzięcia stricte komercyjne, dlatego też nie warto poświęcać im wiele uwagi. W związku z tym do powyższego albumu podszedłem z bardzo sceptycznym nastawieniem. Już sam skład artystów mógł napawać lekkim niepokojem. O ile Dionne Warwick w pewnym sensie rekompensuje nieobecność Diany Ross, o tyle sam Placido Domingo nie zastąpi dwóch tenorów.

Christmas in Vienna II został nagrany prawie rok po pierwszym występie. Podobnie jak pierwowzór zawiera nagrania na żywo co zawsze wychodzi w takiej sytuacji na korzyść. Tym razem koncert odbył się w słynnym wiedeńskim Hofburgu, dwudziestego pierwszego grudnia 1993 roku. Artystom towarzyszy ta sama orkiestra, która przed rokiem akompaniowała niezapomnianej trójce. Warto jednak dodać, że nowy produkt nie pozostaje aż tak bardzo zbliżony do archetypu. Wydaje mi się, iż zawiera on zdecydowanie mniejszy bagaż powagi, doniosłości. Świadczyć o tym może już sam dobór utworów, bowiem płyta zaczyna się chaplinowskim Smile. Kompozycja ta została tutaj odtworzona na zasadzie dialogu między wokalistami co przynosi doskonały efekt. Kolejnym interesującym utworem pozostaje What the World Needs Now w wykonaniu Dionne. Kompozycja ta opiera się na rytmie walca, co doskonale koegzystuje z wiedeńską atmosferą. Zapewne wiele osób zaciekawi się również An die Musik, w którym mamy rzadką okazję posłuchać Domingo śpiewającego i akompaniującego sobie na fortepianie. Końcowe utwory na płycie są już niezwykle zbliżone do pierwowzoru. Znaleźć tutaj możemy Ave Maria, która jednak ciekawiej brzmi w poprzednim wykonaniu. Dalej podziwiać możemy zestaw kompozycji wyłącznie świątecznych. Album kończy kolęda Stille Nacht, co stało się chyba tradycją koncertów Wiedeńskich.

Ocena: album interesujący, ale pozostaje w cieniu pierwowzoru.

Cyryl

'Kolędy'

[POLTON CDPL-012]

Od pewnego okresu utalentowani polscy wykonawcy, korzystając z wzorów zachodnich, wydają albumy zawierające kolędy. Zazwyczaj są to przedsięwzięcia wyłącznie komercyjne, dlatego też nie warto poświęcać im miejsca na łamach naszego tygodnika. Zdarzają się jednak nagrania, zaskakujące niespotykanymi aranżacjami, czy też interesującymi partiami wokalnymi. Do grona tych płyt zaliczyć należy bez wątpienia Kolędy z 1990 roku, które ukazały się nakładem Poltonu. Album ten nie został opublikowany pod żadnym nazwiskiem, gdyż było to niemożliwością. W procesie twórczym wzięli bowiem udział: Ewa Bem, Andrzej Zaucha, Zbigniew Wodecki, Hanna Banaszak, Anna Jurksztowicz, Edyta Geppert i Halina Frąckowiak. Nagromadzenie gwiazd na powyższym albumie może przyprawić o zawrót głowy. Jeżeli jeszcze dodam, że wszystkim im akompaniuje Zbigniew Górny to uzyskamy pełny obraz tej płyty.

Za jej przygotowanie odpowiedzialni byli prawdziwi profesjonaliści. Nic więc dziwnego, że otrzymaliśmy album dopracowany w najmniejszym szczególe. Poniżej przedstawiam siedem powodów, dla których warto go zdobyć:

A) Wspaniała kolęda Bóg się rodzi, którą zaśpiewały wszystkie wymienione powyżej gwiazdy. Elita polskiego jazzu (i nie tylko) po raz kolejny udowodniła, że jej pozycja pozostanie jeszcze przez długi okres nie zachwiana. Aranżacja utworu nie odbiega od kanonu, ale mimo tego słucha się go "z dreszczykiem na plecach".

B) Przepiękne, liryczne Lulajże Jezuniu w wykonaniu Edyty Geppert, której towarzyszy utalentowany męski chór.

C) Pierwsza dama polskiego jazzu Ewa Bem, śpiewająca W żłobie leży...

D) Kolejna znakomita wokalistka Hanna Banaszak z kolędą Oj, Maluśki wspaniale wpasowująca się w "góralską" atmosferę kompozycji. Według mnie to najlepszy utwór na płycie.

E) Porywający Andrzej Zaucha, który prowadzi wspaniały dialog z orkiestrą Górnego. Ilekroć słucham O bracia jeno w jego wykonaniu zadaję sobie pytanie dlaczego tak genialny wokalista musiał odejść?

F) Anioł pasterzom mówił z E. Bem, A. Zauchą i Zb. Wodeckim. Już sam dobór wykonawców gwarantuje doskonały efekt. Potęgowany on jest ponadto przez jazzowe zapędy wielkiej damy.

G) Przepiękny utwór Przekażmy sobie znak pokoju z muzyką Zbyszka Górnego. Przy jego realizacji ponownie spotkali się wymienieni wcześniej wykonawcy (plus grupa VOX, co nie było najlepszym pomysłem). Jego tekst doskonale pasuje do atmosfery zgody i pokoju w czasie Bożego Narodzenia.

Uważam, że jest to najlepsza Polska płyta z kolędami. Ważnym pozostaje fakt, iż nie nosi znamion komercjalizmu, którymi obarczone są inne podobne produkcje.

Zdecydowanie polecam!

Cyryl

Polskie Słowiki

'Na 140-lecie Poznańskiej Gazowni'

Album uznanego poznańskiego chóru zdecydowanie odbiega od pozostałych, omawianych na naszych łamach. Po pierwsze zmienia się na nim aparat wykonawczy. Po drugie możemy tutaj usłyszeć nie tylko kolędy. Utwory związane ze świętami Bożego Narodzenia wypełniają tylko połowę płyty. Pozostałą część zajęły znane kompozycje mistrzów takich, jak Brahms, Strauss czy Chopin. Na uwagę zasługuje tu także świetnie zaaranżowana Kalinka, która pozostaje najlepszym utworem na albumie.

Jednak nas bardziej interesują kolędy, a one niczym nie zaskakują. Powyższe stwierdzenie nie oznacza, że płyta pozostaje nieudaną. Warto zwrócić na nią uwagę chociażby ze względu na fakt, iż materiał tu zamieszczony chór wykonywał już wcześniej z wielkim Jose Carrerasem. Niestety tenora nie możemy usłyszeć na omawianym albumie, ale w zamian pozostają nam doskonale dopracowane kompozycje. Uważam, że należy zatrzymać się na dłużej przy Gdy się Chrystus rodzi i Bóg się rodzi.

Jedyną wadą powyższej pozycji jest brak poważniejszych różnic w porównaniu z "morzem podobnych". Dlatego też płyta ta zginęła na ogromnym rynku muzycznym.

Ocena: album dobry, ale bez niego możesz egzystować.

Cyryl

Take 6

'He Is Christmas'

Wokalnej grupy Take 6 nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Co roku wygrywa ona wszelkiego rodzaju plebiscyty muzyczne w tym ten najważniejszy - dla Down Beat'u. W ostatnim plebiscycie zespół zwyciężył przed The Manhattan Transfer i New York Voices. Sukcesy te pozostają bez wątpienia jak najbardziej zasłużone. Przekonał się o tym każdy, kto zaopatrzył się w chociaż jedną płytę Take 6. Ze względu na trwający właśnie okres świąt pragnę wszystkich zachęcić do zakupu "gwiazdkowego" albumu zespołu pod tytułem He Is Christmas. Chłopcy po raz kolejny udowadniają na nim, że do nagranie świetnej płyty nie są potrzebne żadne instrumenty poza wszechstronnym głosem. Oczywiście pożądane są jeszcze pomysłowe aranżacje, ale te w przypadku Take 6 występują zawsze. Możemy się o tym przekonać słuchając już pierwszej kompozycji na płycie - Silent Night. "Najsłynniejsza kolęda świata" nabiera za sprawą zespołu nowego blasku. Okazuje się, że można ciekawie "przeobrazić" klasyczne kompozycje. Ponadto warto dokładnie przysłuchać się tytułowemu utworowi, który zbudowany jest na zasadzie muzycznego dialogu. Dalsza podróż w krainę Take 6 zawiedzie nas bez wątpienia do utworu Amen, w którym nader wyraźny wydaje się wpływ muzyki gospel. Amen to utwór, który pokazuje wspaniałe wyczucie rytmu u szóstki czarnych wokalistów. Równie udany pozostaje God Rest Ye Merry Christmas, na którym grupie towarzyszy słynny zespół Yellowjackets. Takie zestawienie gwarantuje ekstazę przy odsłuchu. Na zakończenie pozostaje jeszcze liryczny O Come All Ye Faithful. Utwór ten doskonale zamyka całość, jaką tworzy ta jednorodna stylistycznie płyta. Wielką zasługą producenta (w tym przypadku to cały zespół) pozostaje fakt, że album pozbawiony został nieuzasadnionych przeskoków między różnymi konwencjami.

Zdecydowanie polecam!

Cyryl

Natalie Cole

'Holly & Ivy'

W tegorocznej ankiecie czytelników miesięcznika Bown Beat zaszczytne miejsce w Hall of Fame zajął legendarny Nat "King" Cole. Wspaniały pianista i wokalista czekał na to wyróżnienie ponad trzydzieści lat. Ponowne zainteresowanie jego twórczością przyniosły przede wszystkim nagrania córki. Przypomnę, że słynny Unforgettable przyniósł jej nagrodę Grammy. Warto dodać, że Natalie to wokalistka wciąż poszukująca nowego brezmienia. Po sukcesach związanych z kompozycjami ojca postanowiła powrócić do dobrze znanych kolęd. W wyniku tego otrzymaliśmy album Holly & Ivy, który zasługuje na szczególne miejsce w jej dyskografii.

Gwiazdkowa produkcja Natalie to w pełni dopracowany produkt. Przede wszystkim Interesujące jest na nim rozmieszczenie utworów, które stopniowo prowadzą słuchacza do "wewnętrznego wyciszenia". W związku z tym nikogo nie zdziwi fakt, iż płyta rozpoczyna się szalenie mocnym akcentem (w końcu coś trzeba wyciszać). Pierwszy utwór to oczywiście szalenie dynamiczne Jingle Bells, które pokazuje świetne wyczucie rytmu u wokalistki. Kolejne kompozycje zahaczają o stosunkowo spokojniejszą stylistykę, tak jak Caroling, Caroling. Kolęda ta bardzo wiele zyskuje poprzez chór małych dzieci, który towarzyszy Natalie przy refrenie, Całość sprawia wrażenie bardzo ciepłego, "rodzinnego" utworu. Kolejną fundamentalną dla każdego słuchacza pozycją stanie się bez wątpienia Jingle Bell Rock. Piosenka ta, mimo że została napisana w 1957 roku, nic nie straciła ze swojej żywiołowości. Równie godna polecenia pozostanie Merry Christmas Baby z świetnym gitarowym solo Philipa Upchurcha. Moja ulubiona piosenka na płycie to jednak Joy The World. Wskazuje ona na związki Natalie z gospel, które zaowocowały doskonałym wyczuciem rytmu. Jest ono bardzo ważne przy licznych "swingowych" aranżacjach. Końcowe utwory na albumie prowadzą nas do całkowitego wyciszenia. Ich spokój i harmonia doskonale koegzystują z atmosferą świąt. Wspaniałym zakończeniem tego niezwykle udanego albumu pozostaje tytułowy utwór The Holy & The Ivy.

Ocena: płyta bardzo dobra, skierowana do każdego, niezależnie od wieku.

Cyryl

Hanna Banaszak

'Wigilia z Hanną Banaszak'

Albumy gwiazdkowe od wielu lat stanowią doskonały interes, zarówno dla muzyków, jak i dla wydawców. Zawsze znajdują one wielu nabywców, którzy wzbogacają swoje kolekcje, bądź obdarowują nimi najbliższych. Nie ulega wątpliwości, że w ogromnej mierze płyty te nie zasługują na najmniejszą uwagę, a tylko czasami można wśród nich odszukać nagrania naprawdę wartościowe. Z takim albumem niedawno się spotkałem, dlatego też chciałbym go gorąco polecić wszystkim czytelnikom naszego tygodnika.

Wigilia z Hanną Banaszak to album pod wieloma względami niezwykły. Obok znakomitej wokalistki pracowali nad nim także doskonale znani muzycy jazzowi. Artystów takich, jak: Janusz Strobel, Andrzej Jagodziński, Jacek Niedziela, Eryk Kulm oraz Henryk Miśkiewicz nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Po raz kolejny udowodnili oni, że nie przez przypadek zaliczani są do grona najlepszych jazzmanów w naszym kraju. Dzięki ich udziałowi album nabrał jazzowego charakteru, który doskonale pasuje do atmosfery świąt.

H. Banaszak rozpoczyna wprawdzie swe wigilijne śpiewanie od tradycyjnego wykonania kolędy Gdy się Chrystus rodzi, ale to jedyny tego rodzaju utwór na płycie. Zaraz potem możemy bowiem usłyszeć przepiękny utwór Jezus malusieńki z subtelnym, wspaniałym dialogiem wokalistki z gitarzystą. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na to, że właśnie Janusz Strobel (gitara) jest autorem wszystkich aranżacji na albumie. Możemy się o tym przekonać, słuchając między innymi przepięknej kolędy Pójdźmy wszyscy do stajenki. Hania śpiewa ją bardzo lekko, ze świetnym, jazzowym feelingiem, co nadaje utworowi swingującego charakteru. Ale na tym nie koniec. Na płycie czeka na nas jeszcze wiele zmian nastroju. Już kolejny utwór - Oj Maluśki, Maluśki pozwala nam się przenieś w prawdziwie "góralską" atmosferę. Warto jeszcze zwrócić szczególną uwagę na wykonanie Bóg się rodzi, z doskonałym tłem, stworzonym przez Jagodzińskiego na syntezatorze i Kulma na perkusji. Muzycy pozostawiają wokalistce wiele swobody, dzięki czemu może ona w pełni pokazać swoje nieprzeciętne możliwości głosowe. Myślę, że należy jeszcze pochwalić Henryka Miśkiewicza za doskonałe partie solowe, takie, jak w utworze Hej w dzień narodzenia.

Wigilia z Hanną Banaszak to płyta, którą gorąco polecam.Można jej słuchać nie tylko w wigilijny wieczór. Właśnie dlatego ma szansę na długo pozostać w każdym odtwarzaczu.

Cyryl

PS Szkoda tylko, że wydawca nie pokusił się o zaprojektowanie ciekawszej okładki.

 

Dzięki uprzejmości Inernetowego Tygodnika Dla Rozgarniętych - KURSOR

 Kolęda OnLine

1999 - koleda@kdm.pl